Wprowadzenie

Po trzech trudnych spotkaniach z rywalami z czołówki nadszedł czas na z pozoru łatwiejszą potyczkę. Z pozoru, bo przeciwko Hercie nigdy nie gra się przyjemnie, o czym przekonał się tydzień temu Bayern. Drużyna Schalke przystępowała jednak do spotkania w dobrych nastrojach po wyjazdowej wygranej w Leverkusen oraz z szansą na zajęcie pozycji wicelidera. Aby tak się stało, potrzebna własna wygrana oraz potknięcie Borussii w Lipsku.

Składy

Gdy wydawało się, że skład zaczyna się stabilizować i Domenico Tedesco znalazł swoje ulubione ustawienie, absencje czołowych graczy spowodowały kolejne roszady w składzie. Guido Burgstaller pauzował z powodu 5 żółtych kartek, Leon Goretzka zmagał się z urazem, a Thilo Kehrera pokonała infekcja. Mimo tych ubytków skład prezentował się okazale, a swoją szansę występu od pierwszej minuty otrzymali Bentaleb i Pjaca.

Fährmann (c) – Stambouli, Naldo, Nastasić – Caligiuri, Meyer, Bentaleb, Oczipka – Di Santo – Pjaca, Embolo.

Pal Dardai posłał do boju prawie najlepszą jedenastkę, gdyż zabrakło jedynie Vladimira Daridy. Węgierski szkoleniowiec postawił na swoje ulubione ustawienie 1-4-2-3-1 z szybkimi skrzydłowymi oraz wysokim Selke w ataku, który miał nękać obronę rywala.

Jarstein – Pekarik (c), Stark, Rekik, Plattenhardt – Maier, Lustenberger – Leckie, Lazaro, Kalou – Selke.

Opis spotkania

Pierwsza połowa

Pierwsza połowa rozpoczęła się tak, jak gracze Schalke mają to w zwyczaju. Krótkie badanie rywala i wyprowadzenie szybkich ataków zakończonych strzałem. W początkowych minutach spotkania swoje szanse miał Di Santo oraz aktywny w tej fazie spotkania Pjaca. Obaj jednak muszą popracować nad celnością swoich uderzeń, gdyż w ten sposób nie zagrożą oni bramce rywala. Na odpowiedź ze strony gości nie trzeba było czekać. Pierwszy celny strzał w ekipie Berlińczyków oddał Selke, ale Fährmann przeniósł piłkę nad poprzeczką. Chwilę później powinno być już 1:0 dla Herthy. Kalou wymanewrował w polu karnym Caligiuriego i zagrał wzdłuż bramki do Starka. Ten jednak zamiast dostawić nogę i skierować piłkę do pustej bramki, podał ją do bramkarza Schalke. Limit szczęścia został zatem wyczerpany i ekipa Tedesco musiała mieć się na baczności. Jedno jest pewne, oglądaliśmy naprawdę dobre, żywe spotkanie i obie strony usiłowały atakować. Biorąc pod uwagę stworzone sytuacje, na pierwszego gola musieliśmy czekać dość długo. Stało się to dopiero w 37. minucie. Świetnym dośrodkowaniem popisał się Caligiuri, piłkę przedłużył (lub nie) Di Santo, a w polu karnym odnalazł się Pjaca i wpakował piłkę do siatki. Ważne trafienie w kontekście dalszej fazy meczu, gdyż z reguły nie jest łatwo sforsować obronę Herthy. Królewsko-Niebieskim się to jednak udało i w swoim stylu mogli oddać rywalom inicjatywę i wyczekiwać dalszego rozwoju sytuacji. A w takiej grze Hertha nie czuje się najlepiej.

Druga połowa

W drugiej połowie zawodnicy obu drużyn zachowywali się tak, jakby wszystko, co najlepsze zostawili na pierwsze 45 minut. Nie ma się więc co oszukiwać i trzeba jednoznacznie stwierdzić: wiało nudą. Temperatura powietrza znacząco udzieliła się graczom, których poziom gry nie był wyższy niż aktualny stan rtęci w termometrze. Niepokojące jednak było to, że jeżeli ktoś już zaatakował, to była to drużyna Dardaia. Schalke jakby uśpione dobrym wynikiem grało na wyczekanie. W takich chwilach widoczna jest włoska natura szkoleniowca Schalke, który zdaje się bardziej hołdować szkole trenerskiej pragmatycznego Allegriego niż fantazyjnego Sarriego. Z zachowaniem proporcji, Schalke wyglądało jak klasyczny Juventus. Hertha w tym czasie coraz bardziej dochodziła do głosu. Jedną z dobrych okazji Berlińczyków zastopował Nastasić, przez co Kalou nie doprowadził do wyrównania. Zanim weszliśmy w końcowy fragment spotkania, na murawie pojawili się Schöpf i wracający po kontuzji McKennie. Wtedy kibice Schalke nerwowo spoglądali na zegarek. Nerwowe końcówki bowiem na stałe wpisały się już w krajobraz meczu drużyny z Gelsenkirchen. Hertha starała się jeszcze postraszyć kilkoma atakami, ale ostatecznie nie udało im się zremisować. Choć gra nie powaliła, to plan został wykonany. Schalke wygrało trzeci mecz z rzędu!

Postawa Schalke

Aż chciało by się napisać: wygrali, więc po co dalej drążyć. Lecz kilka słów na temat tego występu trzeba poświęcić. Na pewno kolejny raz na wyrazy uznania zasługuje formacja defensywna z Naldo na czele. W ostatnich trzech spotkaniach straciliśmy jedynie jedną bramkę, co zwiększa szansę na zwycięstwa nawet przy nieskuteczności w ataku. Cieszy powrót Bentaleba, który wyglądał nieźle, ale jeszcze dużo brakuje mu do formy z poprzedniego sezonu. Na pewno nie była to jego słynna „życiowa forma”. Trójka w ataku wykonała wykonała swoje zadanie, gdyż Pjaca wpisał się na listę strzelców, Di Santo miał udział przy golu, a Embolo nękał obrońców, ale nie był to porywający występ. Mimo wszystko brakowało Burgstallera, który daje od siebie zdecydowanie więcej. Trudno wybrać najlepszego gracza spotkania, bo nikt nie wniósł się ponad wszystkich, ale na pewno bardzo dobry występ zaliczył Caligiuri. Więcej na temat spotkania pisać nie warto, gdyż był to mecz w stylu 3Z: zagrać, zwyciężyć, zapomnieć. Cieszy pozycja wicelidera, ale prawdziwe muskuły trzeba będzie pokazać w następnych spotkaniach, bo te zaprezentowane w spotkaniu z Herthą mogą nikogo nie przestraszyć.