Wprowadzenie

Ostatnie spotkanie w tym roku na ligowych boiskach oznaczało wyprawę do Frankfurtu. Spotkania z tamtejszym Eintrachtem nigdy nie należały do łatwych i przyjemnych. Istniała więc uzasadniona obawa o to, by udało się zakończył tę rundę w dobrym stylu i z zadowalającym wynikiem. Z tego względu, że porażka w tym meczu, mogła spowodować przezimowanie poza podium w rozgrywkach Bundesligi.

Składy

Domenico Tedesco nie przywiązuje wagi do starego porzekadła, że zwycięskiego składu się nie zmienia. Po środowym, udanym meczu na ławce zasiedli Di Santo i McKennie, a w ich miejsce do składu wskoczyli Konoplyanka i Schöpf. Dla tego drugiego było to pierwsze spotkanie w wyjściowym składzie od kwietnia. Stanął on więc przed dużym wyzwaniem, by nie zawieść pokładanych w nim nadziei.

Fährmann (c) – Stambouli, Naldo, Nastasic – Caligiuri, Schöpf, Meyer, Harit, Oczipka – Konoplyanka, Burgstaller.

Niko Kovac był zmuszony zestawić defensywę bez jej lidera oraz kapitana zespołu, czyli Abrahama. Doznał on kontuzji w środku tygodnia w wygranym meczu z HSV. W tym spotkaniu trener Eintrachtu dał odpocząć Willemsowi, Boatengowi oraz Hallerowi. Na mecz z Schalke wyszła jednak optymalna jedenastka, lecz na ławce pozostał Haller.

Hradecky – Salcedo, Russ, Falette – Wolf, Boateng (c), Fernandes, Gacinović, Willems – Jović, Rebić.

 

Opis spotkania

Pierwsza połowa rozpoczęła się dla Królewsko-Niebieskich fatalnie. Kibice jeszcze na dobre nie zdążyli zasiąść na trybunach, a już Fahrmann musiał wyciągać piłkę z siatki. Gacinović zagrał pomiędzy nogami Nastasicia, a Stambouli kompletnie pogubił krycie w polu karnym. Ten fakt wykorzystał Jović, który skierował piłkę do bramki. Pierwsza minuta i już trzeba było odrabiać straty. Schalke starało się ruszyć do przodu, ale udało im się tylko doprowadzić do rzutu wolnego z bliskiej odległości. Zagrożenia z tego jednak nie było, gdyż strzał Naldo wylądował w murze. Przeciwko Eintrachtowi gra się bardzo trudno i przekonali się o tym zawodnicy środka pola. Gracze z Frankfurtu byli nieustępliwi, momentami brutalni, a zagrożenie pod bramką tworzyli za pomocą wrzutek. Po jednej z nich przed dobrą okazją stanął Rebić, ale przeniósł on piłkę nad poprzeczką. Zawodnik ten był bardzo aktywny w ataku, ale popisywał się przede wszystkim złośliwymi faulami. Po jednym z nich obejrzał żółtą kartę, ale swego stylu gry jednak nie zmienił. Gdy zawodnicy z Gelsenkirchen otrząsnęli się po nieudanym początku, przed znakomitą szansą stanął Amine Harit. I takie okazje powinien wykorzystywać z zamkniętymi oczami. Otrzymał on idealne podanie od kolegi, ale uderzył zbyt lekko, by pokonać takiego fachowca, jakim niewątpliwie jest Hradecky. Nie była to zresztą jedyna tak wspaniała sytuacja dla Die Königsblauen. Kilka minut po tym zdarzeniu, w pole karne w swoim stylu wjechał Burgstaller i wyłożył piłkę do Schöpfa. Ten niestety skierował piłkę w taki sposób, że bramkarz Eintrachtu po raz kolejny mógł popisać się kapitalną paradą. Mogła być to tak zwana bramka do szatni, bo zdarzenie to miało miejsce w 45. minucie. Zawodnicy schodzili więc do tunelu w poczuciu niedosytu, a Domenico Tedesco miał o czym myśleć podczas przerwy.

Wejście w drugą połowę wyglądało tak, że to Schalke dłużej utrzymywało się przy piłce, ale zasieki obronne gospodarzy byłe na tyle mocne, że nie udało się stworzyć większego zagrożenia pod bramką. Wtedy obaj trenerzy zdecydowali się na zmiany. Zagrożonego czerwoną kartką (co powinno nastąpić już wcześniej) Rebicia zastąpił Haller, a za Harita na boisku pojawił się Di Santo. Zmiana dała wymierny efekt tylko w ekipie Kovaca. Będący w świetnej formie Gacinović popędził lewą flanką, dograł do Hallera, a ten strzałem piętą oszukał ośmieszył defensywę Schalke. Było 2:0 i Tedesco musiał reagować jeszcze bardziej. W miejsce chaotycznego Konoplyanki wszedł Embolo i był to, jak się później okazało, strzał w dziesiątkę. Wniósł on bowiem wiele ożywienia w ofensywie, w której znajdowało się teraz trzech rosłych graczy. Kolejne akcje pod bramką Hradeckiego nie przynosiły efektu. Aż do 77. minuty. Wtedy to akcję, zagrywając do Burgstallera, rozprowadził Meyer. W polu karnym byli także Di Santo i Embolo. Burgstaller posłał piłkę wzdłuż bramki, którą wślizgiem wpakował do siatki Embolo. Był to gol kontaktowy i wszyscy liczyli na więcej. Nadchodzące minuty to stałe ataki Die Knappen i heroiczna obrona Eintrachtu. Kolejne dośrodkowania i długie zagrania w szesnastkę rywali nie dawały oczekiwanego efektu. Gdy sędzia doliczył 5 minut, można było mieć nadzieję, że coś dobrego jeszcze nadejdzie. I nadszedł czas Naldo. Po długim zagraniu do Embolo, piłka odbiła się od nóg obrońców i trafiła na linię pola karnego do brazylijskiego obrońcy. Zachował on spokój cechujący klasowych snajperów i płaskim strzałem w prawy róg bramki pokonał bramkarza. 2:2! Kolejny raz Naldo uratował remis w doliczonym czasie gry. Gracze Schalke wrócili więc z dalekiej podroży, a pilotem okazał się właśnie Brazylijczyk. W międzyczasie oddelegowany do szatni został Domenico Tedesco, który to trafienie obejrzał w telewizji. Po końcowym gwizdku powrócił na murawę, by cieszyć się razem z zespołem. Tam zobaczyliśmy obrazki, które pokazują ducha drużyny. Drużyny, która razem z kibicami nie kryła emocji spowodowanych wywalczonym punktem w trudnych warunkach. Taką postawę drużyny chce się oglądać.

Postawa Schalke

Znowu największe pretensje trzeba kierować do obrońców, którzy popełniają kuriozalne błędy pod własną bramką. Nastasić i Stambouli przyciągają nieszczęśliwie zdarzenia. W tym spotkaniu dwie bramki rywala trzeba zaliczyć na ich konto. Bardzo ofensywne zestawienie środka pola nie dało również oczekiwanego efektu. Meyer w defensywie był pozostawiony sam sobie, a Schopf nie jest jeszcze w swojej optymalnej dyspozycji. Bardzo słabo wyglądał także Konoplyanka, którego próby strzałów lądowały przeważnie na trybunach. Cieszyć musi fakt, że mimo niekorzystnego wyniku, drużyna nie straciła wiary i starała się odwrócić losy spotkania. Kosztowało ich to wiele zdrowia, ale ostateczny rezultat i świetna postawa Naldo wynagrodziła im to w pełni. W takim momentach poznaję się prawdziwą drużynę, a my obecnie taką posiadamy. Rundę jesienną w lidze zakończyliśmy więc thrillerem, ale też dobrą pozycją w tabeli. Jest dobrze, a powinno być jeszcze lepiej.