Wprowadzenie

Po nieoczekiwanej porażce w Hamburgu, nadszedł czas na najważniejszy mecz tego sezonu. Nadszedł czas na 152. RevierDerby, których stawką miała być pozycja wicelidera, a w dalszej perspektywie, drugie miejsce w ligowej tabeli na koniec sezonu. Obie drużyny w ostatnich tygodniach punktowały bardzo dobrze, więc można było oczekiwać ciekawego widowiska, mając oczywiście w pamięci słynne 4:4 z rundy jesiennej.

Składy

W tym spotkaniu Domenico Tedesco nie mógł skorzystać z Matiji Nastasicia, który nie zagra już do końca sezonu oraz Breela Embolo, zmagającego się lekkim urazem. Naturalnym następcą Serba stał się Kehrer, a miejsce w ataku nieoczekiwanie zajął dawno niewidziany w pierwszej jedenastce Konoplyanka. Lewe wahadło tym razem należało do Schöpfa. Na ławce mecz rozpoczynał po raz kolejny Max Meyer.

Fährmann (c) – Stambouli, Naldo, Kehrer – Caligiuri, Goretzka, Bentaleb, Schöpf – Harit – Burgstaller, Konoplyanka.

Peter Stöger posłał do boju wszystko to, co miał na ten moment najlepszego. Na papierze mocno prezentowała się przede wszystkim ofensywa dyrygowana przez Marco Reusa.

Bürki – Piszczek, Sokratis, Toprak, Schmelzer (c) – Sahin, Dahoud – Pulisic, Reus, Philipp – Batshuayi

Opis spotkania

Pierwsza połowa

Mecz poprzedziła wspaniała oprawa kibiców znajdujących się na Nordkurve i było to godne wprowadzenie do widowiska, jakiego niewątpliwie oczekiwali wszyscy zasiadający na stadionie, jak i przed telewizorami. Fani swym zachowaniem ponieśli zespół do walki i już od pierwszych sekund Schalke zaznaczyło swoje bojowe nastawienie. Już w 6. minucie oglądaliśmy pierwszy groźny strzał w wykonaniu Schöpfa, lecz bramkarz rywali nie dał się zaskoczyć. Większość ataków Die Knappen odbywało się lewą stroną, gdzie w świetnej dyspozycji byli wspomniany wcześniej Austriak oraz Konoplyanka i raz po raz nękali grającego na prawej obronie Piszczka. Pierwsze zagrożenie pod bramką Schalke miało miejsce dopiero w 26. minucie, kiedy to z rzutu wolnego swojego szczęścia próbował Reus. Takimi strzałami może jednak zaskakiwać na treningach Weidenfellera, a nie stojącego w bramce Ralfa Fährmanna. Dalsza część pierwszej połowy nie obfitowała może w wiele spięć podbramkowych, ale nie oznaczało to, że byliśmy świadkami słabego widowiska. Gra była bardzo żywa, a gospodarze szczególnie upodobali sobie ataki skrzydłami, gdzie brylowali Konoplyanka z Caligiurim, ale brakowało im trochę spokoju w decydującej fazie akcji. Po tak rozegranych pierwszych 45. minutach można było mieć przekonanie, że derby zakończą się korzystnym wynikiem, gdyż przyjezdni nie pokazali do tej pory niczego, co mogłoby zaskoczyć doskonale uporządkowaną taktycznie drużynę Domenico Tedesco.

Druga połowa

W przerwie Peter Stöger postanowił zareagować i wprowadził do gry Schürrle w miejsce kompletnie niewidocznego Philippa. Mario Götze dalej spędzał mecz na swej ulubionej pozycji, czyli pozycji siedzącej. Zmiana ta nie dała BVB wiele, bo już chwilę po przerwie do Schalke wyprowadziło potężny cios. W stylu z boisk rodzimej B-klasy piłkę na rzecz Caligiuriego stracił Schmelzer, otwierając mu tym sam drogę do bramki. Włoch ruszył błyskawicznie do przodu i zagrał do niepilnowanego Konoplyanki, który mocnym strzałem lewą nogą pokonał bramkarza rywali. 1:0! Fantastyczne wejście w drugą połowę! Bramka ta jednak nie zaspokoiła głodu Królewsko-Niebieskich, przez co starali się dalej atakować, by podwyższyć prowadzenie i uniknąć nerwowej końcówki. Gracze z Dortmundu uciekali się do fauli powstrzymujących kontry gospodarzy, ale jedyną żółtą kartkę zobaczył Łukasz Piszczek. Wtedy w szeregi Schalke wkradło się lekkie rozkojarzenie, co spowodowało, że przed dobrą okazją stanął Pulisic, ale nie był w stanie pokonać kapitana Die Knappen. Na boiskową sytuację błyskawicznie zareagował Tedesco, wprowadzając na murawę McKenniego i Pjacę. Ten pierwszy przyczynił się do drugiego gola, ale po kolei. Amerykanin został sfaulowany na 30. metrze od bramki rywala, a zatem była to dogodna odległość do strzału z rzutu wolnego. Do piłki podszedł niezawodny Naldo i wypuścił w powietrzę taką rakietę, że o mało nie rozerwał siatki! 2:0 i już nic złego nie mogło się tutaj stać! Na trybunach można było rozpoczynać świętowanie. Na boisku z resztą też, bo na nim pojawił się w końcu Franco Di Santo. W doliczonym czasie gry miała miejsce jeszcze przykra sytuacja, gdyż po interwencji Stambouliego urazu doznał Michy Batshuayi i został zniesiony z boiska na noszach. Belgowi wypada życzyć powrotu do zdrowia, bo nigdy nie jest to miłe, gdy zawodnik rywala cierpi na zdrowiu. Nie zważając na wszystkie animozje. Nam wypada się cieszyć, gdyż jest to pierwsza wygrana w RevierDerbach od 2014 roku. Brawo drużyna!

Postawa Schalke

Ta drużyna powinna grać derby co tydzień, bo jak widać dopiero takie mecze wyzwalają w nich pokłady dodatkowej energii i chęci do ataku. Za ten mecz można bowiem wystawić laurkę zarówno całemu zespołowi, jak i stojącemu na czele Domenico Tedesco. Taktycznie to spotkanie zostało rozegrane przez Włocha doskonale. Wszystkie słabości dortmundczyków zostały wykorzystane bez skrupułów. Rysą na szkle może być jedynie brak koncentracji Thilo Kehrera, ale biorąc pod uwagę zachowane czyste konto i wynik spotkania, można to jemu wybaczyć. Fenomenalnie za to spisywali się jego partnerzy z defensywy. Znakiem firmowym Stambouliego powoli stają się jego wślizgi, a gol strzelony przez Naldo to coś niesamowitego. Świetnie funkcjonowały wahadła, gdzie hasali Schöpf z Caliguirim, a ten drugi zapisał na swym koncie kolejne dwie asysty. W środku pola moim zdaniem najlepiej wypadł Bentaleb, który był zawsze tam, gdzie powinien. Amine Harit był troszkę przygaszony, a od Goretzki wciąż oczekuję więcej. Guido Burgstaller za to jest stworzony do rywalizacji derbowej, bo jego praca wykonywana na całej szerokości boiska byłaby doceniona nawet przez górników z Zagłębia Ruhry. Ostatnie zdanie dla Konoplyanki, który wrócił z niebytu i w kluczowym meczu sezonu pokazał, że jest on w stanie dać tej drużynie coś extra. Oceniając całokształt – fantastyczne zwycięstwo w piekielnie ważnym meczu. W Zagłębiu Ruhry znów biało-niebiesko – dziękujemy panie Tedesco!