Wprowadzenie

Kilka lat temu jeden z zawodników Werderu porównał mecz na stadionie Bayernu do wizyty u dentysty. Trzeba ją odbyć raz w roku i najczęściej bywa ona bolesna.Przed tym starciem Domenico Tedesco przekonywał jednak, że jego drużyna nie położy się przed Bawarczykami i powalczy o zdobycie trzech punktów. Takie zapowiedzi mogły brzmieć dość górnolotnie, ale bez pozytywnego myślenia przed meczem, nie da się osiągnąć sukcesu. Do spotkania na Allianz Arenie zawodnicy Schalke przystępowali więc w bojowych nastrojach i z chęcią na sprawienie niespodzianki. Czy im się to udało?

Składy

Domenico Tedesco po raz kolejny dał argument do tego, że mógłby zostać twarzą Lotto. Sprawia on bowiem wrażenie, jakby skład na kolejne mecze wybierał przy pomocy maszyny losującej. W tym meczu niespodziewanie poza wyjściowym składem znaleźli się Oczipka i Harit, a w ataku oglądaliśmy trójkę rosłych zawodników, czyli Embolo, Burgstallera i Di Santo. Trener Schalke swe wybory opisywał tak: Chcieliśmy wykorzystać naszych silnych napastników przeciwko ich silnym obrońcom. Wtedy moglibyśmy połączyć zagrywanie długich podań z utrzymywaniem się przy piłce.

Fährmann (c) – Stambouli, Naldo, Kehrer – Schöpf, Meyer, Goretzka, Caligiuri – Di Santo – Burgstaller, Embolo.

Skład Bayernu nie zaskoczył praktycznie niczym. Największym nieobecnym tego spotkania okazał się Jupp Heynckes, który z powodu choroby nie mógł zasiąść na ławce i z wysokości murawy dyrygować swoim zespołem. Zestawienie drużyny z Monachium wyglądało bardzo ofensywnie, gdyż jednym defensywnym graczem w pomocy był Arturo Vidal. Na skrzydłach zobaczyliśmy ponownie Robbena i Ribieriego.

Ulreich – Kimmich, Boateng, Hummels, Alaba – Vidal – Robben, James, Müller, Ribéry – Lewandowski.

 

Opis spotkania

Od pierwszego gwizdka gracze Die Knappen pokazali, że słowa Domenico Tedesco nie zostały rzucone na wiatr. Nie zamierzali oni chować się na własnej połowie i czekać na najniższy wymiar kary. Już w drugiej minucie świetnie kontrę rozprowadził grający nietypowo na lewej stronie Caligiuri, a atak zakończył celnym strzałem Embolo. Akcja niestety nie przyniosła prowadzenia, ale pozwalała wierzyć w końcowy sukces. Optymizm nie potrwał jednak zbyt długo, bo odpowiedź Bayernu była piorunująca. Szybka akcja Jamesa, przepuszczenie piłki przez Lewandowskiego i z pozoru niegroźny strzał Müllera. Z tym uderzeniem nie poradził sobie jednak Fährmann i wybił piłkę przed siebie, gdzie znalazł się polski napastnik i pewnie skierował ją do siatki. 1:0 w 6. minucie było srogim ciosem dla drużyny z Gelsenkirchen, ale Tedesco pokazywał wymownie, by zachowali spokój i podniesione głowy. Poskutkowało to tym, że jego zawodnicy potrafili utrzymywać się w posiadaniu piłki i wykonywać wiele wrzutek, choć z reguły nieskutecznych. W 18. minucie miała miejsca kontrowersyjna sytuacja z udziałem Meyera, który rzekomo faulował Riberiego. Sędzia pokazał mu żółty kartonik, co niestety wykluczy go z ważnego spotkania z Hoffenheim. Dużą pracę w ofensywie wykonywał Breel Embolo, który w końcu pokazał grę na miarę swego potencjału. Potrafił utrzymać piłkę, wygrywać pojedynki z obrońcami lecz brakło mu skuteczności pod bramką. Raziło jednak to, że wszystkie dośrodkowania ze stałych fragmentów padały łupem wysoko ustawionej obrony Bayernu, przez co Schalke narażało się na groźne kontry. W 29. minucie byliśmy kolejnej świetnej akcji Die Königsblauen. Goretzka pokazał, że nie odstawia nogi i dzięki niemu do dośrodkowania z prawej strony doszedł Embolo. Piłka wróciła do Goretzki, który wykonał nieudane „nożyce”, ale za nim znajdował się Di Santo i płaskim strzałem pokonał Ulreicha. 1:1 i Schalke wróciło do gry! Niestety taki wynik nie utrzymał się zbyt długo. Müller w swoim stylu przechytrzył źle ustawionego Fährmanna i strzałem obok bliższego słupka pokonał kapitana Schalke. Goście znowu musieli więc odrabiać straty. Szybko do wyrównania mógł doprowadzić Goretzka, ale niepotrzebnie przekładał piłkę na słabszą nogę i ostatecznie strzał chybił celu. Bayern odpowiedział jeszcze atakiem Robbena, ale ostatni strzał w tej części gry należał do Naldo, który niecelnie uderzał z rzutu wolnego.

Obraz początku drugiej połowy przypominał to, co działo się w pierwszych 45-ciu minutach. Po jednym z ataków Schalke, w polu karnym upadł Burgstaller. Sędzia dopatrzył się jednak symulowania i Austriak zobaczył żółtą kartkę. Był to jeden z przejawów nierównego traktowania zespołów przez arbitra Stielera, który za taki sam występek nie ukarał Lewandowskiego. Przez dłuższy czas ataki Bayernu opierały się na skrzydłach, lecz tam świetnie radzili sobie Stambouli i Kehrer i powstrzymywali bardziej doświadczonych rywali. Do dobrej sytuacji Bawarczycy doszli dopiero po kwadransie, kiedy to kąśliwym uderzeniem popisał się Alaba. Chwilę później miała miejsce pierwsza w tym meczu zmiana, która mogła zaskoczyć obserwatorów, bowiem Meyera zastąpił Oczipka. Za moment do gry wkroczył także Amine Harit, dający duże nadzieje na odrobienie strat. Już chwilę po swoim wejściu pokazał kilka ciekawych zagrań i starał się rozruszać kolegów z ataku. Bayern swe ataku opierał na Müllerze i to znowu on niepokoił obronę gości. Posłał on kapitalną piłkę do Lewandowskiego, ale interwencją meczu popisał się Stambouli, który perfekcyjnym wślizgiem zapobiegł utracie gola. Wtedy nastąpił już czas na zmiany w obu zespołach i na murawie pojawili się między innymi Konoplyanka i Coman. W końcowym fragmencie meczu do ataku tradycyjnie powędrował Naldo, ale nie doszedł on do dogodnej okazji strzeleckiej. Ataki Królewsko-Niebieskich nie przyniosły wyrównania, a mecz zakończył ciekawym strzałem Kingsley Coman. Po końcowym gwizdku należy docenić graczy Schalke, bo pokazali, że nie trzeba się bać Bayernu i w Monachium można zaprezentować ofensywny styl gry. Szkoda tylko straconych bramek po błędach bramkarza. Może wtedy udało by się przywieźć do Gelsenkirchen choć punkt. Teraz jednak trzeba patrzeć w przyszłość i odrobić stratę w ligowej tabeli.

Postawa Schalke

Wiadomo jak to jest z chwaleniem piłkarzy po przegranym meczu. Gra się przecież po to, żeby zdobywać punkty, a nie sprawiać dobre wrażenie. Po takim meczu jednak nie sposób nie docenić naszych zawodników, bo zaprezentowali naprawdę ciekawy futbol i dostarczyli fanom sporo emocji. Do Monachium zawitała prawdziwa drużyna, szkoda niestety, że bez swojego przywódcy. Ralf Fährmann znajduje się bowiem w wyraźnym dołku i zachowuje się zupełnie inaczej, niż nas do tego przyzwyczaił. Zawsze to on naprawiał błędy obrony, a tym razem to obrońcy cechowali się solidnością. Naldo raz po raz wyprzedał napastników rywala, Stambouli świetnie czytał grę i imponował ustawieniem, a Kehrer nieustępliwie stopował ataki Robbena. Trochę słabiej wyglądał Caligiuri, ale mogło to być związane z grą na innej niż zwykle pozycji. Środek pola z Meyerem i Goretzką wygląda naprawdę dobrze i tym większą stratą będzie brak Meyera w meczu następnej kolejki. W tym miejscu należy też docenić Di Santo. Został on ustawiony bliżej pomocy i dopiero tutaj był w stanie pokazać swoje atuty. Swą siłą pomagał w defensywie, rozbijał obrońców i dołożył do tego świetne trafienie. Po wielu bezbarwnych występach w końcu zasłużył na słowa pochwały, bo w tym meczu wyglądał lepiej od Burgstallera. Na koniec kilka słów o Breelu Embolo. W tym sezonie zdecydowanie miał więcej chwil do smutku, niż do radości. Tym meczem udowodnił jednak, że nie można go skreślać. Notował same udane zagrania, harował za dwóch, ale nie ukoronował tego trafieniem. Mimo to, trzeba mieć nadzieję, że z biegiem czasu będzie prezentował się jeszcze lepiej i drużyna zyska ważną postać na kluczowe momentu sezony.