Wprowadzenie

Początek 2018 roku nie należał do najprzyjemniejszych dla kibiców Schalke. Zawirowanie wokół transferu Leona Goretzki do Bayernu, przegrana z RB Leipzig i pechowy remis z Hannoverem tylko to potwierdzają. Jednak jakość zespołu poznajemy po tym, jak radzą sobie w sytuacjach kryzysowych. W takiej właśnie znaleźli się Die Königsblauen. Nadszedł więc idealny moment, aby tę niemoc przełamać i wyprawę do Stuttgartu zakończyć sukcesem w postaci dobrej gry oraz trzech punktów.

Składy

Domenico Tedesco zdążył już przyzwyczaić, że lubi zaskakiwać. Tak było i tym razem. Podczas gdy wszyscy oczekiwali w wyjściowej jedenastce Marko Pjacy i Guido Burgstallera, trener postanowił wrócić do wariantu z Yevhenem Konoplyanką i Franco Di Santo w przedniej formacji. Do składu w miejsce Schöpfa powrócił także Caligiuri, który poprzednie spotkanie opuścił z powodu choroby.

Fährmann (c) – Kehrer, Naldo, Nastasic – Caligiuri, Goretzka, Meyer, Harit, Oczipka – Konoplyanka, Di Santo.

Szkoleniowiec VFB również miał powody do refleksji po ostatnim meczu jego zespołu. Przegrana w ostatniej kolejce z bezpośrednim rywalem w walce o utrzymanie, czyli FSV Mainz, zmusiła Hannesa Wolfa do aż 5 zmian w składzie. Uznanie w oczach trenera odzyskał Marcin Kamiński, a okazję do debiutu otrzymał sprowadzony przed kilkoma dniami Bruun Larsen.

Zieler – Baumgartl, Pavard, Kamiński – Larsen, Gentner (c), Burnić, Insua – Akolo, Özcan – Gomez.

 

Opis spotkania

Spotkanie na Merdeces-Benz Arena rozpoczęło się o tradycyjnej dla Bundesligi porze, czyli 15:30. Sędzią spotkania był Felix Zwayer, który prowadził w tym sezonie jeden mecz z udziałem Schalke, a mianowicie wygraną potyczkę w pierwszej kolejce z RB Leipzig. Od pierwszego gwizdka wspomnianego wcześniej arbitra, Die Knappen ruszyli do przodu chcąc szybko zmazać plamę z poprzednich dwóch kolejek. Takim oto sposobem obserwowaliśmy podopiecznych Domenico Tedesco, którzy raz po raz niepokoili obronę rywala. Gracze formacji ofensywnej nie byli w stanie skierować piłki do siatki Zielera, więc w takich momentach do akcji zwykł wkraczać Naldo. I zrobił to ponownie. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Caligiuriego, brazylijski obrońca uwolnił się spod krycia i strzałem głową umieścił piłkę w bramce. Lepszego początku meczu nie mógł on sobie wymarzyć, gdyż tym trafieniem ukoronował ustanowiony przez siebie rekord występów obcokrajowca w Bundeslidze. Obrona VFB nie zdążyła otrząsnąć się po stracie gola, a już znalazła się w kolejnych tarapatach. Solidnym kopnięciem w polu karnym Goretzkę potraktował Bruun Larsen, czyli zrobił to, co po ostatnich wydarzeniach chciałoby zrobić wielu kibiców z Gelsenkirchen. Nie pozostawił więc wyboru sędziemu, który bez wahania wskazał na jedenasty metr od bramki. Piłkę w ręce chwycił od razu Amine Harit i bez problemu oszukał stojącego na linii Zielera. Dwubramkowe prowadzenie w 19. minucie dawało duży komfort drużynie gości. Oba gole padły po stałych fragmentach, co powoduje, że w tym sezonie Schalke już 16 razy w ten sposób pokonywało bramkarzy rywali. Dominacja Die Königsblauen utrzymywała się przez dalszą część spotkania. Jak zwykle aktywny był Harit, stwarzający kolegom dogodne okazje do trafień. Duże zagrożenie pod bramką rywala brało się też z akcji wahadłowych. Rysa na dobrym występie pojawiła się dopiero w 40. minucie, kiedy to w bezmyślny sposób Nastasić sfaulował rywala przed własnym polem karnym. Serb musi wystrzegać się takich zagrać, bo przy mniejszej pobłażliwości arbitra, mogłoby go już na murawie nie być. Chwilę później swój festiwal nieudanych zagrań zaczął Konoplyanka pudłując w dogodnej sytuacji. W końcowym fragmencie pierwszej części do głosu doszli gospodarze. Oddali oni kilka groźnych strzałów, ale niezawodny w bramce był jak zwykle Fährmann. Do szatni Królewsko-Niebiescy schodzili zatem w dobrych nastrojach.

Hannes Wolf postanowił zareagować na niekorzystny wynik i od początku drugiej połowy do boju posłał Donisa i Ginczka. Takie roszady ożywiły lekko ofensywne poczynania gospodarzy, co zaowocowało groźną próbą strzału pierwszego z nich. Nie trwało to długo, bo już chwilę później inicjatywa należała ponownie do Schalke. W swoim stylu ataki dynamizował Harit, raz po raz niepokojąc obrońców rywala, którzy odwdzięczali mu się twardą grą. Po jednej z takich akcji, Marokańczyk dograł do Goretzki, a ten strzałem piętą próbował zaskoczyć Zielera. Ta sytuacja była dla niego ostatnią w tym meczu i chwilę później zastąpił go Stambouli. Stuttgart próbował się odgryźć, ale próba Ginczka nie przyniosła efektu. Za moment byliśmy już świadkami sytuacji rodem z Archiwum X. Po kolejnej kapitalnej akcji Harita, Konoplyanka nie trafił do pustej wręcz bramki z kilku metrów. To tylko podsumowało jego chaotyczny występ. W 67. minucie mecz, bez szkody dla widowiska, zakończył Di Santo. Wprowadzony w jego miejsce Burgstaller w kilka minut bowiem wykazał więcej zaangażowania niż Argentyńczyk. Reprezentant Austrii po swoim wejściu stwarzał spore zagrożenie w polu karnym gospodarzy, ale brakło mu szczęścia i do bramki rywali nie trafił. Skuteczny w swoich poczynaniach był za to Fährmann. W świetnym stylu wybronił on uderzenie Gomeza, co tylko potwierdza jego wyśmienitą dyspozycję. Okazję do występu otrzymał także Schöpf, który na boisku pojawił się w miejsce nieskutecznego Konoplyanki. Pod koniec meczu okazję do strzelenia swojej drugiej bramki miał Naldo, ale jego licznik w tym sezonie zatrzymał się na 5 trafieniach. Należy spodziewać się, że to nie koniec popisów Brazylijczyka. Ostatnie minuty nie przyniosły już wielu emocji. Stuttgart wyraźnie stracił zapał do walki, komentatorzy mówili: „Kibice VFB poczynania swoich zawodników mogą kwitować obecnie nie tylko żalem ale i śmiechem”, a Schalke spokojnie dotrzymało wynik do końcowego gwizdka.

Postawa Schalke

Na pochwały zasługuje większa część zespołu, gdyż był to naprawdę bardzo dobry występ naszej drużyny. Poza skutecznością pod bramką i bylejakością Di Santo i Konoplyanki, można być dobrej myśli przed nadchodzącymi spotkaniami. Bezbłędnie w bramce spisywał się Fährmann. Dobrą formę osiągnął Kehrer, który wystrzegał się głupich strat oraz niepotrzebnych i agresywnych faulów. Naldo do świetnej gry w obronie dorzucił trafienie. Jedynie Nastasić musi pohamować nerwy i być bardziej ostrożnym w starciach z rywalami, bo w jego przypadku czerwona kartka bardzo często wisi w powietrzu. Nie można także krytykować wahadłowych, bo trzymają solidny poziom. Środek pola w osobach Goretzki i Meyera również się sprawdza. Obaj wiedzą jakie są ich zadania i nie wchodzą sobie w drogę. Meyer znakomicie asekuruje kolegów, a Goretzka ma więcej zadań ofensywnych, choć czasami sprawia wrażenie, że unikał gry i brania na siebie odpowiedzialności. Graczem meczu trzeba okrzyknąć Harita. Kolejny znakomity mecz w jego wykonaniu. Czasem szkoda tylko, że partnerzy nie nadążają za jego tokiem myślenia i szybkimi nogami. Trzy punkty wywiezione ze Stuttgartu pozwalają dalej marzyć o drugiej pozycji. Grając w ten sposób będzie można to osiągnąć. Do poprawy natomiast wykończenie akcji, bo po takim meczu gwiazdy z Ukrainy i Argentyny powinny poprosić Naldo o korepetycje ze strzelania.